Jesteś tutaj
Dom > Nowości > Tenis. Serwis – wyższa szkoła jazdy!

Tenis. Serwis – wyższa szkoła jazdy!

Nauka techniki to jedno, natomiast uczynienie z serwisu swojej tajnej broni, swojego atutu, swojej mocnej strony, to coś zupełnie innego. Jeśli nauczysz się dobrze serwować i opanujesz umiejętność niepopełniania błędów serwisowych, zacznij trenować mocnego serwisa aż do bólu. Wyćwicz go do perfekcji, przyswój sobie pewne sztuczki serwisowe, a uderzenie serwisowe stanie się Twoim orężem w walce o każde zwycięztwo.

W poniższym tekście zdradzamy wszystkie tajnki idealnego serwu. Zapoznaj się z poniższym tekstem i potraktuj go jako wskazówki, inspirację i motywację do opanowywania uderzeń serwisowych.

Zobacz filmiki na Youtube:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=inRRaudOf5g 

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=NHqpGLLtpuM 

 

1. Serwis tajną bronią!

Jeśli opanowałeś już podstawy serwisu, przechodzimy do kolejnego etapu szkolenia. 

Zobacz filmik na Youtube

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=w6cqVAKpOx0 

Po pierwsze, rzecz oczywista – w każdym punkcie serwujący ma do dyspozycji dwa podania, z czego jedno może bezkarnie zepsuć. Właściwie to może tych podań mieć i więcej, jeżeli zażyczy sobie w międzyczasie trafić neta, czyli prawidłowo umieścić piłkę w karze serwisowym rywala, jednak ocierając po drodze piłką o brzeg siatki. Zdarzało mi się w takich przypadkach widzieć po cztery podania i więcej, bo każdy net serwisowy dodatkowo należy powtórzyć.
Wróćmy jednak do meritum – taktyka serwującego zasadza się na założeniu, że do dyspozycji są dwa uderzenia i tu od razu dwa wnioski:

1. Zazwyczaj nie są to uderzenia identyczne. O rotacjach będę jeszcze pisał, tu załóżmy, że pierwszy serwis może wiązać się z większym ryzykiem błędu, stanowiąc jednocześnie większe zagrożenie dla odbierającego. Drugie podanie obarczone jest taką samą odpowiedzialnością, jak każde inne uderzenie w wymianie – ewentualny błąd kosztuje stratę punktu. Czyli zazwyczaj jest tak, że im pewniej czuje się zawodnik przy swoim drugim serwisie, tym większe ryzyko może ponieść przy pierwszym. Rzecz w tym, by zawsze odpowiednio skalkulować potencjalne ryzyko i korzyści, o czym też jeszcze będzie.

2. Bezpieczniejszy wariant drugiego serwisu bynajmniej nie oznacza, że cała mechanika uderzenia ma się w tym przypadku zmienić! Zmienić się mogą, w mojej ocenie, tylko dwa drobiazgi: praca nadgarstka w momencie kontaktu naciągu z piłką i ewentualnie wyrzut. Widzisz, jak szybko można uprościć sprawy pozornie trudne?

Ważna rzecz – trenuj serwis płaski (jeżeli chcesz włączyć taki do swojego arsenału) i rotacyjny z identyczną dynamiką. I niech tylko od skrętu nadgarstka w momencie uderzenia zależy, czy będzie to ryzykowna bomba, czy bezpieczne, pewne, ale wcale nie mniej kłopotliwe dla odbierającego podanie z rotacją.

Trenuj serwis płaski, bo warto go mieć w zanadrzu. Nawet jeżeli nie będzie takie uderzenie stałym elementem Twojej taktyki, bo i niektórzy świetnie sobie radzą bez niego, warto mieć serwis wszechstronny za pazuchą. W żadnym za to wypadku nie wolno zaniedbać treningu i wykorzystania w meczach serwisu rotacyjnego. Szczegóły? Już w następnym odcinku!

 

2. Podkręcamy!

W tej części artykułu wałkuję znów podanie bo, po pierwsze, musimy omówić podstawy rotacji serwisowej by móc ruszyć dalej z deblem, a po drugie – urzekła mnie pierwsza porada dotycząca serwisu z subskrypcji mailowej Brenta Abela.

Pisaliśmy już o tym, że zarówno pierwszy jak i drugi serwis należy wykonać z taką samą dynamiką, a ryzyko błędu minimalizować pracą nadgarstka w momencie uderzenia. Przede wszystkim. Odpowiedni skręt nadgarstka, czyli poprowadzenie główki rakiety nie tylko z tyłu do przodu, ale też i nieco zza pleców (pamiętaj, że stoisz bokiem do siatki w czasie uderzenia), połączone z lekkim obrotem płaszczyzny naciągu daje efekt podstawowej rotacji, czyli bocznej. Lekką, niejako naturalną rotację tego typu można też uzyskać poprzez silniejszy skręt barków w bok bezpośrednio po wyrzucie i dynamiczne wyprostowanie ciała w finalnej części serwisu.

Efekt powyższego to zazwyczaj rotacja boczna, czyli piłka po koźle odskakuje nieco w bok, w kierunku naszej strony forhendowej. I jakkolwiek z pewnością jest to zwrot dla odbierającego zaskakujący, a i może napsuć więcej krwi mniej doświadczonemu rywalowi, nie powinien wyczerpywać Twojego zasobnika „kręcących” podań.

Bo prawdziwa zabawa z serwisem dopiero przed nami!

Jak tam się czuje Twój wyrzut? „Dziękuję, dobrze”? Miło słyszeć, bo pora, by zacząć przy wyrzucie majstrować. Nie poradzę… Chcesz zadręczać przeciwnika swoim serwisem? Podręcz najpierw siebie żmudnymi ćwiczeniami podrzucania piłeczki do góry i opuszczania w dół. Tym razem rozchodzi się o to, by odejść nieco od podstawowego miejsca potencjalnego lądowania podrzuconej piłki, czyli „pół metra w przód i pół metra w bok”, gdzie bok oznacza stronę forhendową lub bekhendową osoby serwującej. Odejść na dwa sposoby.

W obydwu sposobach zasada jest podobna, za to efekt diametralnie odmienny. W obydwu należy wyrzucić piłkę nieco w bok w porównaniu z wyrzutem, nazwijmy go, klasycznym. Jak bardzo w bok? Ostateczny dystans z pewnością będzie wyznaczony przez Twoje preferencje, ba, może poczujesz potrzebę zróżnicowania odległości dla uzyskania różnych „odcieni” rotacji? Na początek wyobraź sobie coś na kształt dużego zegara wskazówkowego. Niech wyprostowana w górę ręka i wyrzucona klasycznie piłka oznacza wskazówkę pokazującą, mniej więcej, godzinę dwunastą. Gdzie na tej „tarczy” znajdą się wyrzuty rotacyjne? Powiedzmy, równie orientacyjnie: godziny pierwsza i jedenasta. Na początek. Wciąż zakładając, że stoisz w bocznym skręcie tułowia, pokazując barkiem siatkę – jedna poleci nieco „przed Ciebie”, druga „za plecy”. „Za plecy” w żadnym wypadku nie oznacza, że piłka ma być wyrzucona poza linię końcową! Nadal obowiązuje reguła, w myśl której spodziewane miejsce lądowania wyrzuconej piłki do serwisu (w jakikolwiek sposób) to około pół metra przed linią.

Co uzyskujemy, wyrzucając piłkę w ten sposób? Uzyskujemy warunki sprzyjające do zagrania dwóch, doskonale nam znanych z forhendu i bekhendu rotacji. Wyrzucając piłkę w stronę forhendową znacząco ułatwiamy sobie zagranie serwisu slajsowanego, wręcz gramy w ten sposób niejako naturalnie.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=qeQxxlbw_K8 

Wyrzucając „za plecy”, tak, gramy tzw. kick service, z silną rotacją awansującą i dynamicznym, wysokim kozłem. Czyli nic innego jak topspin, wyjątkowo kłopotliwy dla odbierającego, gdy gramy go z takiej wysokości.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=XNFW1Y1_9J0 

Zastosowanie serwisu slajsowego to przede wszystkim wyrzucające, ciasne uderzenie ze strony forhendowej, choć oczywiście potencjalnych zastosowań może być znacznie więcej. Serwis topspinowy zazwyczaj gram na bekhend. W takim przypadku piłka wskakująca ponad poziom ramienia potrafi sprawić returnującemu niemałe trudności i wręcz zachęca mnie do bezpośredniego ataku.

Ważna uwaga przy kick serwisie – wyrzut za plecy nie powinien pociągać za sobą nadmiernego wygięcia kręgosłupa. Wiesz, dbamy o tą delikatną w gruncie rzeczy część naszego ciała i gdzie tylko można, warto eliminować zbędne przeciążenia. Jak zatem powinniśmy być ustawieni? Nogi mocno ugięte, po wyrzucie, w kolanach. Ciało oczywiście wyprężone jak struna, ale nie pionowo tylko pod takim kątem, by tworzyć linię prostą z wyrzuconą piłką. Gdy wyjdziesz w górę do uderzenia, ta geometria oczywiście zmieni się, a konieczność „sięgnięcia do tyłu” przedramieniem po piłkę nada jej pożądaną rotację awansującą.

A gdy już nauczysz się swobodnie serwować z odchylonymi wyrzutami, czeka Cię kolejny zwrot akcji. Jaki? Powrót do jednego sposobu wyrzucania! Z jednej strony to oczywiście dezorientujące, bo przecież sprawia wrażenie, że ja kręcę się w kółko z moimi poradami, a i co gorsza Ty kręcisz się w kółko z rozwojem tenisowym. Czy aby na pewno?

Z drugiej strony bowiem, tak, odchylenia wyrzutu są potrzebne, by łatwiej przyswoić sobie pracę nadgarstka przy wymagających technicznie rotacjach serwisowych. Stosowane jednak w nieskończoność przynoszą pewien problem. Twój przeciwnik, jeżeli jest wystarczająco świadomy niuansów technicznych, szybko zorientuje się, w jaki sposób (a i nierzadko – w jakim kierunku) zamierzasz serwować. Nie chcemy tego oczywiście, bo taka informacja to znaczące zniwelowanie przewagi, jaką ma dać Tobie serwis. Przeciwnik powinien jak najdłużej pozostać w niepewności, jak choćby tutaj:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=ijLU5PB44tc 

OK., to już jednak naprawdę najwyższy stopień wtajemniczenia. Powolutku zatem, bez pośpiechu, dokładnie. Najpierw upewnij się, że swobodnie grasz daną rotację, potem możesz ponownie eksperymentować z wyrzutami. I zaufać całkowicie nadgarstkowi!

Niby oczywistość, a mam przeświadczenie, że w pełni przyjęta do wiadomości, zmieniłaby diametralnie sposób postrzegania skutecznego serwisu przez wielu tenisistów. Nie tylko serwisu zresztą, bo przecież dokładnie tę samą regułę możesz śmiało stosować przy każdym uderzeniu, jakim uraczysz swojego rywala.

Co oznacza strefa komfortowego returnu? Rzecz jest subiektywna, bo każdy gracz ma inne warunki fizyczne, inną pracę nóg, inny refleks itd., itp., etc. Najczęściej uderzenie jest komfortowe gdy piłka nadlatuje w odległości bocznej od ciała nie mniejszej niż długość rakiety (u sprawnych bekhendowców jednoręcznych może to być odległość nieco krótsza po tej stronie), ale na tyle blisko, by można wykonać więcej niż jeden krok w celu prawidłowego technicznie jej odbicia. Niezbyt wysoko (powiedzmy, poniżej linii barków) ale i nie przesadnie nisko (powyżej linii kolan).

Pamiętaj, że strefa komfortowego uderzenia potrafi zmienić się na przestrzeni meczu, czy nawet kilku gemów. Do jednego sposobu uderzania, choćby początkowo szalenie skutecznego, doświadczony gracz szybko się przyzwyczai. I po to właśnie potrzebujesz swobodnego kierowania swojego podania w dowolne miejsce kara serwisowego i po to uczysz się zróżnicowanych rotacji. Zaskakuj.

Jeżeli do tej pory szybkość uderzonej piłki była dla Ciebie celem samym w sobie – nie tędy droga. Przede wszystkim: pamiętaj o trafieniu poza strefę komfortu rywala, a ewentualny strzał to wisienka na torcie, sposób, by przeciwnik miał mniej czasu na zmianę swojej pozycji i dostosowanie jej do swobodnego returnu. Strzał w strefę komfortową nie zrobi wrażenia na ogranym zawodniku.

 Jeżeli masz naprzeciw siebie człowieka wymagającego zróżnicowanego stylu gry, na pewno jego poziom umiejętności jest wystarczający, by się wybronić z opresji. A skuteczność takiego podania bywa zaskakująco duża, więc próbuj, ćwicz. Ja też nadrabiam te zaległości. Miej też na uwadze własną pracę nóg i poszerzanie własnej strefy komfortowego uderzenia. 

                

Po zapoznaniu się z powyższym tekstem przystąp do ćwiczeń praktycznych. Owocnej nauki!

 

 

Źródło tekstu:

www.tenis.net.pl

 

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz
Do góry